top of page

Mama mnie w to wpakowała

Historia mojego powołania tak naprawdę rozpoczęła się w dniu moich urodzin. Musiałam jednak przeżyć 27 lat, by zrozumieć, dojrzeć, w wolności rozeznać i pójść tam, gdzie mogę być w pełni szczęśliwa, i gdzie zaprosił mnie sam Św. Brat Albert. (...)

(...) zrozumiałam, że myśl o życiu zakonnym  nie jest przeze mnie wymyślona, że ma ona swoją głębię. Nadal jednak miałam w sobie wiele niepewności, pytań, czułam bezradność, gdyż wiedziałam, że nie chciałam być w żadnym ze zgromadzeń, które znam. Dlatego dalej, jak Gedeon, prosiłam: „Panie jeśli darzysz mnie życzliwością, daj mi jakiś znak”. (...)



Kiedy po powrocie do domu rodzinnego mówiłam moim rodzicom o tym, że wstępuję do zakonu, moja mama zapytała: "Dlaczego właśnie albertynki, przecież nie znam żadnych takich sióstr." (...)

I tak oto zostałam siostrą albertynką. Życie w zakonie dało mi upragniony pokój, wewnętrzną radość, szczęście, o którym marzyłam! Każdego dnia czuję się zadziwiona Miłością, którą zostałam obdarzona.

Więcej o drodze rozpoznawania powołania s. Anny przeczytasz w "Okruchach"



bottom of page