top of page

Ogrom radości

Siostry Albertynki poznałam 12 kwietnia 2021 roku, kiedy to zaczęłam przychodzić do jadłodajni prowadzonej przez Siostry, aby poprzez wolontariat odbyć praktyki na studiach. Moje praktyki miały trwać miesiąc… I oczywiście po miesiącu je ukończyłam, ale poczułam, że to jest miejsce, w którym chciałabym być wolontariuszką. Po prostu było tam coś takiego, co mnie przyciągało i sprawiało ogrom radości. Moja pomoc w jadłodajni polega tak naprawdę na różnych rzeczach, raczej staram się nie ograniczać, a pomagać tam, gdzie jestem potrzebna. Od obierania warzyw, po krojenie, wydawanie posiłków osobom korzystającym z jadłodajni, po pomaganie w robótkach ręcznych i wielu innych rzeczach. Jednak osobiście najważniejsze i najcenniejsze są dla mnie rozmowy z osobami, które korzystają z jadłodajni. Poprzez takie rozmowy odkryłam, jacy to są cudowni i wartościowi ludzie, lecz często pogubieni. Słuchając ich doświadczeń i przeżyć miałam łzy w oczach. Osoby korzystające z jadłodajni są mi bardzo bliskie, staram się zawsze ich wysłuchać i zrozumieć.

Oprócz wolontariatu w jadłodajni zaczęłam również udzielać się w Przytulisku im. św. Brata Alberta w Opalenicy. To miejsce również prowadzą Siostry Albertynki. Osoby starsze, schorowane, które tam mieszkają, totalnie skradły moje serce… Choć moje początki tam zdecydowanie nie były dla mnie łatwe. Pamiętam, jak pierwszy raz pojechałam tam na weekend i rano pomagałam zwozić chorych do kaplicy na Mszę Świętą, wtedy jedna pani, którą zwiozłam, zaczęła rozmawiać i jeździć na wózku po kaplicy, starałam się tą panią uspokoić i wytłumaczyć, że zaraz będzie Msza Święta, ale nie dawałam rady. Jedna z sióstr podeszła do mnie i powiedziała, że ona się zajmie tą panią, a ja zajęłam swoje miejsce w kaplicy i wtedy pomyślałam „Panie Jezu, co ja tutaj robię, nie nadaję się do tego”. Jednak po Mszy Świętej, Siostra Przełożona podeszła do mnie i zapytała, jak mi się podoba. Wtedy szczerze Jej odpowiedziałam, że chyba się do tego nie nadaje, a Siostra wtedy powiedziała mi takie słowa: „Nicole, daj sobie więcej czasu”. Są to słowa, za które w perspektywie czasu jestem ogromnie wdzięczna i mimo że minęły już ponad dwa lata, zawsze jak mam trudności, czy jakiś cięższy czas przypominam je sobie. Myślę, że warto dodać, że osoby starsze mieszkające w tym domu pokochałam jak własnych dziadków. Kocham spędzać z nimi wolny czas, czy to poprzez wspólne granie, wspólny spacer, czy po prostu przez wspólną rozmowę.


​Zarówno jadłodajnia, jak i przytulisko, są to dwa bardzo ważne miejsca dla mnie. Nigdy nie jest mi szkoda poświęcać wolnego czasu, bo uważam, że dla tych miejsc i przede wszystkim dla tych osób, którym Siostry posługują, warto poświęcać czas! Do czego też bardzo zachęcam, bo mogę zapewnić, że wolontariat daje ogrom radości i satysfakcji. Jednak też uważam, że warto, abym wspomniała o tym, że oprócz tego, że zaczęłam udzielać się jako wolontariuszka u Sióstr Albertynek, to też zaczęłam jeździć na dni skupienia, które siostry organizują. Szczerze, kiedy pierwszy raz dostałam od sióstr propozycję wzięcia udziału w dniach skupienia, czułam ogromny opór i nie byłam chętna, aby wziąć udział. Zdecydowałam się jednak pojechać i w ogóle nie żałuję. Od tamtej pory brałam udział w każdych dniach skupienia, ponieważ jest to dla mnie niesamowity czas. Jest to czas, w którym mogę się zatrzymać, odpocząć od codziennej rutyny, obowiązków. Przede wszystkim jest to czas, w którym mogę spokojnie się pomodlić, pomyśleć. Pobyć sam na sam z Panem Jezusem. Ale też jest to czas, w którym mogę porozmawiać, spędzić go z osobami, które mają podobne wartości. Dzięki dniom skupienia poznałam wiele wyjątkowych młodych osób i zawiązały się między nami niezwykłe przyjaźnie. Z całego serca wszystkim polecam wziąć udział w dniach skupienia, bo jest to wspaniały czas.


Nicole Lenek

Comments


bottom of page