top of page

Wiaruchna zrobiła raban

  • jolanta-hor
  • 7 dni temu
  • 2 minut(y) czytania

W środowy, styczniowy poranek, dokładnie 15 stycznia 2026 r., w Przytulisku Świętego Brata Alberta w Opalenicy zrobiło się gwarno, wesoło i… po wielkopolsku. A to za sprawą wyjątkowych gości z Urbanowa – Zespołu Wiaruchna, który przyjechał do nas z wizytą i od razu chwycił wszystkich „na serce”.

Było to spotkanie nie byle jakie – trochę koncert, trochę pogaduchy, a trochę swojska biesiada, jaką pamięta się z dawnych lat. Wiaruchna przywiozła ze sobą kolędy, piosenki regionalne, sporo humoru i całą walizkę dowcipów opowiadanych gwarą poznańską. I trzeba przyznać – szło im to fest! Już po pierwszych dźwiękach na twarzach mieszkańców pojawiły się uśmiechy, a nogi same rwały się do podrygiwania.

Wiaruchna w Przytulisku

– „Tego to nam było trzeba, takie granie i śpiewanie od serca” – dało się słyszeć tu i ówdzie na sali. Bo i faktycznie, trudno było się nie włączyć we wspólny śpiew, kiedy znane melodie i refreny niosły się po całym Przytulisku. Było świątecznie, ale bez nadęcia – za to z luzem, humorem i prawdziwą radością bycia razem.

Członkowie Zespołu Wiaruchna nie tylko śpiewali, ale też chętnie zagadywali, żartowali i wciągali publiczność do wspólnej zabawy. – „My to lubimy tak po naszemu, bez sztywnych ram, żeby było miło i po ludzku” – mówili artyści, a mieszkańcy przytakiwali, bo dokładnie tak właśnie było.


To przedpołudniowe spotkanie szybko minęło, zostawiając po sobie dobrą energię, mnóstwo uśmiechów i poczucie, że takie chwile są naprawdę bezcenne. Było to małe święto – święto wspólnego śpiewania, śmiechu i bycia razem.

Jednym słowem: Wiaruchna zrobiła kawał dobrej roboty. A u nas w Opalenicy jeszcze długo będzie się o tym spotkaniu „godać”. I oby takich wizyt było jak najwięcej – bo jak to u „nos” mówią: „Jak jest muzyka, śpiew i dobre towarzystwo, to i serce rośnie!”

 
 
 

Komentarze


bottom of page