Wolontariusz to ktoś, kto potrafi rozdawać uśmiechy
- jolanta-hor
- 14 lis 2025
- 2 minut(y) czytania
13 listopada, w pogodny jesienny poranek, między godziną 10.00 a 11.30, w kaplicy w Przytulisku św. Brata Alberta w Opalenicy rozległy się pierwsze dziecięce głosy. To uczniowie z Zespołu Szkolno-Przedszkolnego w Granowie – trzydziestu dziewięciu młodych wolontariuszy, którzy wraz z panią dyrektor Iwoną Szymańską i opiekunami przyjechali z wizytą, by spotkać się z podopiecznymi sióstr albertynek.
Wszystko rozpoczęło się krótką modlitwą w kaplicy. Siostra Dobrawa opowiedziała dzieciom o charakterze placówki, o codzienności sióstr i o ludziach, którzy w tym miejscu odnajdują nie tylko dach nad głową, ale też ciepło, zrozumienie i nadzieję. W skupieniu słuchały tego dzieci – niektóre z zadumą, inne z ciekawością, a jeszcze inne z tym szczególnym błyskiem w oczach, który pojawia się wtedy, gdy człowiek po raz pierwszy spotyka prawdziwe świadectwo dobra.
Później nadszedł moment najradośniejszy – spotkanie z mieszkańcami Przytuliska. Dzieci wręczyły im przygotowane wcześniej upominki, a wkrótce wspólnie zaśpiewano kilka piosenek patriotycznych. Śpiew połączył wszystkich – młodych i starszych, gości i gospodarzy – w jednej, ciepłej wspólnocie. A potem pojawiły się planszówki, rozmowy i śmiech. Przy stołach zrobiło się gwarno i wesoło – ktoś przesuwał pionki, ktoś inny opowiadał historię ze swojego życia, ktoś jeszcze częstował cukierkami. Zwyczajna zabawa, a jednak miała w sobie coś niezwykłego – tę prostą radość bycia razem.
Na zakończenie odbyło się krótkie spotkanie poświęcone idei wolontariatu – rozmowa o tym, czym jest dobro, jak się je czyni i dlaczego tak często zaczyna się od drobnego gestu. Siostra Dobrawa, z właściwym sobie poczuciem humoru, powiedziała: „Wolontariusz to ktoś, kto potrafi rozdawać uśmiechy częściej niż cukierki.” Kilka dzieci przytaknęło z powagą, jakby właśnie zrozumiały coś bardzo ważnego.
Pani dyrektor Iwona Szymańska podkreślała potem, że to spotkanie było dla uczniów niezwykłą lekcją życia – lekcją, której nie da się odbyć w szkolnej ławce. Dzieci wracały z Opalenicy z przeświadczeniem, że pomaganie nie jest obowiązkiem, ale przywilejem. Jedna z uczennic powiedziała później, że nie sądziła, iż zwykłe granie w planszówki może dać tyle radości i wzruszenia. Inny uczeń wspominał, że wspólne śpiewanie patriotycznych pieśni pozwoliło mu poczuć coś, czego nie da się opisać słowami – wdzięczność i dumę, że mógł być częścią takiego dnia. Tak, to była prawdziwa lekcja empatii, dobra i uważności. Krótka w czasie, ale długa w pamięci.
Uczestnicy spotkania
zdjęcia Marcin Kubel


















































































Komentarze